Co kryje się za amerykańską fascynacją seryjnym morderstwem?

“Seryjni mordercy są odpowiedzialni za mniej niż 1% morderstw w danym roku w Stanach Zjednoczonych” (Murphy 2018). Mimo to poświęca się im nieproporcjonalną ilość uwagi w stosunku do innych, częstszych zbrodni. Co więcej, szeroki wybór filmów, seriali telewizyjnych, książek i podcastów z morderstwem w tle sugerowałby, że produkty popkultury o tej tematyce zyskują na popularności. Co kryje się za amerykańską fascynacją seryjnym morderstwem i seryjnymi mordercami?

Pierwszy seryjny morderca w USA

Druga połowa IX wieku to okres działalności H.H Holmesa, znanego również jako Dr. Henry Howard Holmes. Gdy w 1894 roku jego zbrodnie wyszły na jaw, Ameryka doczekała się swojego własnego Kuby Rozpruwacza (Schmid 2018). Uważa się, że podczas Chicago World’s Fair w 1893 roku Holmes zabił prawie 200 osób zwabiając je wcześniej do swojego domu, któremu później nadano wdzięczną nazwę Murder Castle (Little 2020). Podobno Holmes utrzymywał się z oszczędności swoich ofiar oraz sprzedając szczątki ludzkie szkołom medycznym (Jenkins 2021). Co ciekawe, nabywców nigdy nie zainteresowało, gdzie Holmes pozyskiwał swoje okazy. H.H. Holmes oficjalnie przyznał się do 27 morderstw, a później jeszcze do 130, jednak trudno jednoznacznie ustalić całkowitą liczbę jego ofiar. Po aresztowaniu Holmesa, prasa sensacyjna, zwana później yellow press, tworzyła rozmaite historie na temat stosowanych przez niego metod tortur czy zabijania. Murder Castle stał się tym samym źródłem legend, fascynacji i strachu.

Eskalacja seryjnych morderstw w Ameryce w XX wieku

Oficjalna strona internetowa FBI podaje, że do 1926 roku, każdego roku w Ameryce popełniano ponad 12 000 morderstw. Natomiast za początek eskalacji seryjnych morderstw uznaje się lata 60-te. Po trzech dekadach ciągłego wzrostu, ich pik nastąpił w latach 80-tych.  

Wszechobecność morderców w mediach oraz relacjonowanie zdarzeń nastawione na sensacje przyczyniły się do wybuchu społecznej paniki oraz obsesji na punkcie seryjnych morderców. W tym czasie FBI zaczęło się dzielić wynikami śledztw prowadzonych w związku z seryjnymi morderstwami. Możliwe, że celem było uspokojenie opinii publicznej i dostarczenie rzetelnych informacji. FBI można też zawdzięczać popularyzację specjalistycznej terminologii w kontekście zbrodni. Większość tych terminów powstała w drugiej połowie XX wieku, np. seryjne morderstwo (ok. 1960) oraz seryjny morderca (ok. 1980). Chociaż początkowo używały ich głównie organy ścigania w oficjalnych okolicznościach, wkrótce przyjęły się również w popkulturze. 

Media i zbrodnie

W czasach paniki związanej z seryjnymi morderstwami, stały się one codziennością w mediach. Rezultatem była zwiększona oglądalność oraz zainteresowanie ludzi przepełnionych jednocześnie strachem i fascynacją. Warte uwagi w tym okresie jest nieproporcjonalne relacjonowanie zabójstw w stosunku do ich występowania. Jak podaje Mann (2018) „od 1993 do 1996 ilość morderstw w kraju spadła o 20%. W tym samym okresie, natomiast, ilość reportaży o morderstwach w informacyjnych stacjach telewizyjnych ABC, NBC i CBS wzrosła do 721%”. Dodatkowo, poprzez często sensacyjne i przerysowane relacjonowanie zbrodni, media przyczyniły się do popularyzacji seryjnych morderstw w kulturze. 

Podły, okrutny, zły

Jeden z seryjnych morderców, który również działał na terenie Stanów Zjednoczonych w czasach ich największej aktywności, jest dzisiaj jednym z najsławniejszych zbrodniarzy na świecie. Ted Bundy – bo o nim mowa – w 1979 roku w stanie Floryda został skazany na śmierć za popełnienie 30 morderstw, chociaż szacuje się, że było ich ponad 100. Dlaczego stał się dla wielu „twarzą seryjnego morderstwa”? Prawdopodobnie ze względu na kontrast między tym jakie sprawiał wrażenie będąc wśród ludzi, a tym jak okropne zbrodnie popełniał. Ten młody, przystojny mężczyzna dzięki swojej charyzmie potrafił oczarować tłumy, a wielu wierzyło w jego niewinność. Ted Bundy oraz inni seryjni mordercy stali się przedmiotem masowej fascynacji. Takich kryminalistów często honorujemy oryginalnym przydomkiem, np. Kuba Rozpruwacz, Biblijny John czy Rzeźnik znad rzeki. 

Seryjni mordercy w popkulturze

Kiedy w telewizji komercyjnej pojawiły się produkcje z morderstwem w tle, przyjęto je na tyle ciepło, że wkrótce powstało mnóstwo dokumentów telewizyjnych, biografii, fikcji literackiej, podcastów i innych, a wszystko to w zasięgu ręki widza, czytelnika czy słuchacza. Można w zasadzie powiedzieć, że seryjni mordercy stali się pewnego rodzaju fenomenem kulturowym, który nie nudzi się ani widzom, ani twórcom. Na stronie internetowej serwisu IMDb można znaleźć ponad 800 filmów o seryjnych mordercach, co ciekawe, większość z nich wyprodukowano w ciągu ostatnich 15 lat (Jarvis 2007: 327). Trend ten można zaobserwować też wpisując frazę „serial killer” (pol. seryjny morderca) w wyszukiwarce największego na świecie sklepu internetowego – Amazona. Ukażą się wówczas setki linków do mrożących krew w żyłach biografii, historii opartych na prawdziwych zdarzeniach, a także bestsellerów fikcji literackiej.  

Murdebilia

Zarówno w tym wieku jak i poprzednim ludzie żyją sensacją wokół postaci takich jak H.H. Holmes i Ted Bundy, w zasadzie “zapraszając” ich do grona celebrytów. Jednak poszukiwanie intensywnych doznań w makabrycznych historiach wiąże się często z ich romantyzowaniem i bagatelizowaniem. Natomiast zainteresowanie zbrodniarzami może się przerodzić w podziw i niezdrową fascynację. Jeszcze dalszym etapem jest chęć posiadania jakiejś związanej z nimi pamiątki, np. murderbiliów, czyli przedmiotów należących do morderców przebywających w więzieniu, które trafiają do internetowej sprzedaży. W związku z kontrowersjami dotyczącymi murderbiliów, eBay zbanował je na swojej platformie w 2001 roku. 

Seryjni mordercy przyciągają ludzi podobnie jak wypadki komunikacyjne czy katastrofy naturalne. „Jest to coś o czym możemy podyskutować jako grupa. Możemy razem plotkować, spekulować oraz bać się” (Shaw 2020). Jednym z efektów masowej fascynacji seryjnymi mordercami było powstanie całkiem nowego gatunku publikacji – true-crime. Jest to stosunkowo nowy gatunek, w którym autor skupia się na szczegółach prawdziwej zbrodni. Patrząc na liczbę świetnych produkcji, które oferują względnie wierną i bliską rzeczywistości wizję kryminalisty, miejsca zbrodni, śledztwa oraz postępowania karnego, nic dziwnego, że dzisiaj dla wielu ludzi filmy, seriale i podcasty true-crime stały się punktem odniesienia, a nawet źródłem wiedzy.  

Autorka: Paulina Mazalon

Zdjęcia: Pixabay

Udostępnij!
Share on facebook
Share on linkedin
Share on pocket

Podobne posty

Skontaktuj się z nami!

Kto pyta nie błądzi

flesz.wnpid@gmail.com

Zapisz się do newslettera Flesza

Bądź na bieżąco z nowościami w akademickim świecie i otrzymuj od nas podsumowania tygodnia!

* Pole obowiązkowe