Polski towar eksportowy? – Recenzja serialu „W głębi lasu”

Pierwszy polski serial wyprodukowany dla  Netflixa miał premierę niemal dwa lata temu. Choć za "1983" odpowiadała Agnieszka Holland, a na ekranach podziwialiśmy gwiazdorską obsadę, produkcja zbierała mieszane recenzje.

O Polsce, w kontekście popularnego serwisu streamingowego, zrobiło się ostatnio głośno także za sprawą filmu Blanki Lipińskiej, pt. „365 dni”. Jednak dobre zasięgi, nie zawsze idą w parze z jakością…

Jak jest w przypadku najnowszej, oryginalnej produkcji z rodzimego podwórka, a właściwie lasu?

Serial „W głębi lasu” opiera się na powieści kryminalnej Harlana Cobena o tym samym tytule. Choć scenariusz ma amerykańskie korzenie, twórcy w świetny sposób pozwolili im się rozwinąć w polskiej, leśnej rzeczywistości. Taka kulturowa kombinacja zaowocowała finalnie naprawdę ciekawym i solidnym materiałem, który od początku do końca trzyma widza w napięciu.

 

„W głębi lasu” to przede wszystkim próby rozwiązania zagadki, dotyczącej tajemniczego morderstwa i zaginięcia grupy nastolatków na jednym z letnich obozów.

Akcja serialu, podążając za trendem nostalgicznych podróży do przeszłości, rozgrywa się w dwóch liniach czasowych. Przez długi czas obserwujemy bohaterów w anturażu kolorowych lat 90., kiedy miejsce miała główna tragedia. Równocześnie widzowie mogą podziwiać ich zmagania we współczesności, kiedy jako dorośli, starsi ludzie, powracają do tajemnic sprzed lat i konfrontują się z innymi problemami.

 

Na ekranie można zobaczyć zarówno doświadczonych aktorów, takich jak Arkadiusz Jakubik, Adam Ferency, Ewa Skibińska, Grzegorz Damięcki czy Agnieszka Grochowska oraz tzw. młodą krew (krwi, jak przystało na dobry kryminał, jest całkiem sporo) –  Hubert Miłkowski, Wiktoria Filus, Jakub Gola. Trzeba przyznać, że każde z pokoleń poradziło sobie świetnie. Poza kilkoma mało naturalnymi i niekoniecznie przekonującymi dialogami młodszej części obsady, nie ma się do czego przyczepić.

Główną zaletą serialu są właśnie wspomniane podróże w czasie i trafne nawiązania do kultury lat 90. Charakterystyczne stroje, kolorowa oranżada i beztroski klimat wakacyjnej przygody idealnie oddają ducha tamtych czasów. Elementem, który dodaje produkcji „polskości” jest między innymi, bardzo dobry soundtrack. Twórcy, zgodnie z koncepcją, postawili na przeboje charakterystyczne dla tamtego okresu i idealnie dopasowali je do towarzyszących im obrazków. Tym sposobem widzowie mogą usłyszeć hity takie, jak „Dzieci wybiegły”, czy „Twoja Anarchia”.

 

Na pochwałę zasługują również świetne zdjęcia, których autorem jest Paweł Fils. Także scenariusz (Agata Malesińska, Wojciech Miłoszewski) i reżyseria (Leszek Dawid, Bartosz Konopka) utrzymują wysoki poziom projektu. Zdaje się, że każdy kolejny element układanki idealnie do siebie pasuje.

Czy coś zaburzyło tę kompozycje? Słabszym elementem, dla niektórych odbiorców, może okazać się pierwszy odcinek serialu, w którym wprowadzenie widza do świata przedstawionego zdaje wydawać się zbyt monotonne. Jednak każda kolejna część produkcji to prawdziwy emocjonalny rollercoaster oraz liczne, niespodziewane zwroty akcji.

 

Czy „W głębi lasu” to powód do dumy i polski towar eksportowy?

Myślę, że tak. Serial nie jest spektakularny, nie wprowadza też innowacyjnych form do schematu kryminalnych historii. Nie są to jednak minusy, bo nikt tego od tej produkcji nie oczekiwał. Ciekawa fabuła, poprawnie wykreowanie obrazy psychologiczne postaci i poruszanie wątków takich, jak antysemityzm, czy homoseksualizm sprawiły, że sześć odcinków ogląda się w mgnieniu oka. Polecam szczerze każdemu, kto jeszcze tego nie zrobił!

 

Materiały prasowe fot. Netflix

Udostępnij!
Share on facebook
Share on linkedin
Share on pocket

Podobne posty

Skontaktuj się z nami!

Kto pyta nie błądzi

flesz.wnpid@gmail.com

Zapisz się do newslettera Flesza

Bądź na bieżąco z nowościami w akademickim świecie i otrzymuj od nas podsumowania tygodnia!

* Pole obowiązkowe