Motocyklowe torpedy ruszyły w Katarze

Za nami dwa pierwsze weekendy wyścigowe Motocyklowych Mistrzostw Świata. Rozegrane na torze Losail odpowiednio GP Kataru oraz zaplanowane wyłącznie na ten rok GP Dauhy jak zwykle przyniosły niezapomniane emocje fanom sportów motocyklowych oraz... (nie)oczekiwanych triumfatorów.

Rok 2020 przejdzie niewątpliwie do historii MotoGP. Wszystko za sprawą koronawirusa, który przyczynił się do opóźnienia startu sezonu i wszelkich zawirowań pod względem jego organizacji. Prawdziwe rozgrywki rozpoczęły się dopiero w połowie lipca, a 14 wyścigów, które udało się rozegrać w minionym sezonie, odbyło się wyłącznie w Europie ze względu na bezpieczeństwo zawodników oraz wszystkich osób zaangażowanych w przebieg widowiska. I mimo że rok później pandemia trwa nadal, organizatorzy tych najbardziej prestiżowych wyścigów motocyklowych na świecie dołożyli wszelkich starań, aby sezon 2021 rozpoczął się zgodnie z kalendarzem

GP w Katarze: w młodości siła

Początek tegorocznym Mistrzostwom dała runda podwójna, bo składająca się z dwóch wyścigów rozgrywających się na tym samym torze tydzień po tygodniu. GP Kataru przez wielu uważane jest za najbardziej spektakularne grand prix w całym kalendarzu, gdyż za sprawą rozbudowanego systemu oświetlenia rozgrywki odbywają się tam późnym wieczorem i nocą. Jeszcze kilka lat temu w okolicach toru nie znajdowało się nic oprócz tony piasku; obecnie w tle widać ogromne wieżowce prężnie rozwijającej się stolicy państwa, miasta Doha. To właśnie w tych okolicznościach zawodnicy klasy królewskiej oraz towarzyszących jej Moto2 i Moto3 stanęli na linii start-meta, by walczyć o zwycięstwo oraz cenne w klasyfikacji generalnej punkty Mistrzostw Świata.

Z Kataru zadowoleni wyjechać mogą zarówno zawodnicy fabrycznego teamu Yamahy, jak i motocykliści jeżdżący na Ducati. Zwycięzcą GP Kataru został Maverick Viñales (Monster Energy Yamaha MotoGP), a tydzień później na pierwszym miejscu na podium toru Losail stanął jego zespołowy partner, Fabio Quartarato. Co ciekawe, Yamaha nie odnotowała tak dobrego startu sezonu w MotoGP od czasów przesiadki Viñalesa z Suzuki na maszynę nowej ekipy w 2017 roku. O pozytywnym zaskoczeniu można mówić w przypadku zawodników dosiadających motocykle Desmo GP21. Dwukrotny zdobywca drugiego miejsca Johann Zarco (Pramac Racing) oraz zwycięzcy kwalifikacji i zdobywcy podiów, Francesco Bagnaia (Ducati Lenovo Team) i Jorge Martín (Pramac Racing), pokazali prawdziwą klasę i udowodnili, że tor w Katarze w swojej konstrukcji rzeczywiście sprzyja maszynom Ducati w osiąganiu zawrotnych prędkości. Za dowód mogą posłużyć nieudane próby ataków Alexa Rinsa (Team Suzuki ECSTAR), który mimo wypracowania sobie przewagi nad Francuzem Zarco w zakrętach, tracił ją w ułamkach sekund na bardzo długiej prostej startowej mającej ponad kilometr długości.

Warto jednak przede wszystkim przyjrzeć się poczynaniom Jorge Martína. Ten młody zawodnik w tym roku rozpoczął swój pierwszy sezon w najwyższej klasie MotoGP i od samego początku prezentuje doskonałą formę. Po trochę gorszym występie w GP Kataru, do wyścigu o GP Dauhy startował już z pole position, stając się pierwszym debiutantem, któremu udało się to osiągnąć w swoim drugim wyścigu w karierze, od czasów Marca Marqueza, który dokonał tego w GP Ameryk w 2013 roku (a dodatkowo odniósł wtedy zwycięstwo). Martín prowadził przez większość dystansu, ale na pięć okrążeń przed metą stracił pozycję na rzecz Quartararo, a na ostatnim – został dodatkowo wyprzedzony przez Zarco. Trzecia pozycja na mecie w drugim wyścigu sezonu to jednak żaden powód do wstydu dla tego hiszpańskiego zawodnika, a być może dopiero początek świetlanej przyszłości w klasie królewskiej.

Marquezie, gdzie jesteś?

O ile forma zawodników satelickiego teamu Yamahy czy KTM-a rozczarowała, ta, którą prezentowali kierowcy Hondy okazała się dramatem. To drugi raz, gdy nie ma na Losail żadnego zawodnika tego zespołu (zarówno z ramienia Respol, jak i LCR) w czołowej dziesiątce – po GP Kataru tydzień wcześniej. Trudno przypomnieć sobie czasy, kiedy tak źle działo się w jednej z czołowych fabryk w całej stawce. Wielkim nieobecnym inauguracyjnych wyścigów jest bowiem wielokrotny mistrz świata Marc Marquez (Repsol Honda), który w lipcu zeszłego roku złamał rękę podczas pierwszej rundy tego dziwnego, pandemicznego sezonu i z tego powodu musiał wycofać się ze startów w rywalizacji. Po licznych rozmowach ze swoim zespołem oraz kierując się wytycznymi lekarzy, zawodnik zdecydował się nie brać udziału w katarskich grand prix w trosce o swoje zdrowie oraz z myślą o jak najszybszym powrocie do optymalnej formy. Jego nieobecność na torze wyraźnie wpływa na wyniki osiągane przez zespół, który być może popełnił błąd, konstruując motocykl praktycznie pod jednego zawodnika. Ostatnie sezony (lata 2016-2019) zapisały się jednak pod hasłem absolutnej dominacji Marqueza, który łącznie posiada już 8 tytułów motocyklowego mistrza świata.

Dla swoich fanów, jak i całego świata moto, Marc ma jednak dobrą wiadomość – zawodnika ponownie zobaczymy na torze już w ten piątek, kiedy to przystąpi do pierwszych treningów wolnych przed GP Portugalii. Teraz pozostaje tylko czekać i obserwować, jaką zaprezentuje formę i czy będzie w stanie nawiązać walkę z czołówką.

W klasyfikacji generalnej na czele po dwóch rundach znajduje się Johann Zarco. Dla tego francuskiego zawodnika rozpoczął się właśnie piąty sezon w klasie MotoGP wciąż bez upragnionego zwycięstwa, jednak wygląda na to, że motocykl Ducati wyjątkowo mu sprzyja i być może pozwoli mu na walkę o tytuł. Fabryczny duet Yamahy jest tuż za nim i na pewno nie spocznie na laurach. Viñales i Quartararo to przecież dwaj młodzi kierowcy głodni sukcesu, a z tegoroczną maszyną mogą być w stanie zdobyć pierwsze dla Yamahy zwycięstwo w klasyfikacji generalnej od sześciu lat, czyli triumfu Jorge Lorenzo w 2015 roku. Pod żadnym względem nie należy zapominać o zwycięzcy poprzedniego sezonu, Joanie Mirze (Team Suzuki ECSTAR), który w inauguracyjnych grand prix może nie błyszczał na miarę mistrza świata, ale razem ze swoim team partnerem, Rinsem, na pewno włączą się do walki o tytuł. Mniejsze szanse na zwycięstwo daję zawodnikom fabrycznego Ducati oraz KTM-a; najmniejsze z topowych fabryk – Hondzie. Wszystko wskazuje na to, że na tę japońską markę czeka kolejny trudny sezon z Marquezem wracającym po kontuzji, Polem Espargaró (Repsol Honda), który musi najpierw zrozumieć specyfikę nowego motocykla, oraz Takaakim Nakagamim i młodszym bratem Marca, Alexem Marquezem (obaj LCR Honda), których forma pozostawia wiele do życzenia. Chyba że zdarzy się cud i ośmiokrotny mistrz świata po raz kolejny okaże się kosmitą. Cztery punkty i czternaste miejsce w klasyfikacji generalnej dają nikły promyk nadziei również Valentino Rossiemu (Petronas Yamaha SRT). Zamiast kolejnego tytułu w najbliższym czasie powinniśmy się raczej spodziewać końca jakże bogatej w sukcesy kariery tego czterdziestodwuletniego kierowcy. Na ten moment zawodnicy Sky VR46 Avintia oraz Aprilia Racing pozostają wyraźnie z tyłu i nie mają szans włączyć się do walki o czołowe lokaty.

Niezwykle trudno przewidzieć, kto sięgnie po tytuł, szczególnie że znajdujemy się na początkowym etapie rywalizacji. Typów jest wiele, ale i sezon jest długi, dlatego coś bardziej pewnego będziemy w stanie powiedzieć dopiero, kiedy zawodnicy wrócą na tor po przerwie wakacyjnej. Jedno jest pewne – niezależnie od tego, kto wygra, kierowcy MotoGP dostarczą nam jeszcze wiele emocji, na które pozostaje nam już tylko czekać. Następny krok – przywrócone do kalendarza w zeszłym roku GP Portugalii odbywające się w malowniczym Portimao. To co, até o próximo domingo?

Zdjęcia: instagram/Ruetir

Udostępnij!
Share on facebook
Share on linkedin
Share on pocket

Podobne posty

Skontaktuj się z nami!

Kto pyta nie błądzi

flesz.wnpid@gmail.com

Zapisz się do newslettera Flesza

Bądź na bieżąco z nowościami w akademickim świecie i otrzymuj od nas podsumowania tygodnia!

* Pole obowiązkowe