Jakub Mikołajczak: Jesteśmy po sezonie 2025. Jakbyś go ocenił?
Adam Bednář: Z jednej strony jestem trochę wkurzony, że zabrakło mi punktu do medalu SGP2. Do tego kontuzja odebrała mi start w Speedway Grand Prix jako dzika karta w Pradze. Z drugiej osiągnąłem wiele sukcesów, zostałem ponownie najlepszym juniorem w Czechach, w U24 Ekstralidze regularnie ocierałem się o komplety, wygrałem rundę SGP2 w Rydze, a do tego utrzymaliśmy się w PGE Ekstralidze.
Chciałbym z Tobą porozmawiać o właśnie mistrzostwach świata juniorów. Udało Ci się otrzymać stała dziką kartę na cykl SGP2. To był zdaje się jeden z Twoich celów na sezon 2025, aby znaleźć się w stawce mistrzostw świata do lat 21?
AB: Mieliśmy kilka założeń, w tym to, aby awansować do indywidualnych Mistrzostw Świata Juniorów. W Debreczynie wszystko szło dobrze do momentu „śliwki”. Po niej straciłem w zasadzie szansę na to, żeby awansować bezpośrednio. Czekaliśmy na nominację, ale wiedzieliśmy, że może być o to trudno, ponieważ rok temu żaden z Czechów nie otrzymał dzikiej karty. W tym roku postanowiono inaczej i zrobiłem wszystko, aby pokazać, że to był dobry wybór. Gdyby nie uraz, to jechałbym w eliminacjach w Pardubicach.
Początkowo miałeś jechać w eliminacjach do SEC. Za kulisami mówiło się, że zostaniesz oddelegowany do francuskiego Lamothe-Landerron, ale tak się nie stało. Dlaczego?
AB: Propozycję startu we Francji odrzucił Martin Kurz, czyli mój menadżer. W przypadku awansu termin SEC Challenge nałożyłby się na turniej Grand Prix w Pradze, gdzie miałem jechać z dziką kartą. Finalnie jednak to nie miało i tak znaczenia… Kontuzja storpedowała sporo planów.
Niemniej jak już powiedzieliśmy, startowałeś w SGP2. W Szwecji poszło słabo, bo zająłeś dopiero 13. miejsce, ale potem na Łotwie… napisałeś historię.
AB: W Målilli zabrakło trochę ryzyka. Kilka osób nam podpowiadało, ale poszliśmy swoją stroną i skończyliśmy rywalizację za szybko. W Rydze było inaczej. Dużo rzeczy mi pasowało od samego początku. Wszedłem do półfinału, w nim dostałem najlepsze pole i awansowałem do finału. Tam również chciałem wybrać pole D. Rywale wybrali A,B i C, więc dostałem, to czego potrzebowałem. Finał jechaliśmy na 3 razy, bo najpierw upadłem ja, potem w powtórce Norick Blödorn, którego wykluczyli, a za trzecim razem udało się ten finał odjechać. Skorzystałem na walce Przyjemskiego z Parnickim, ściąłem do krawężnika i dalej to poszło. Pokazałem, że komisja FIM dokonała słusznego wyboru. Wygrana w Rydze była wyjątkowa, ponieważ tamtego dnia urodziny obchodził Martin. O Vojens wolałbym się nie wypowiadać (śmiech). Przez głupi upadek straciłem medal. Boli nadal, ale taki jest sport…
Poprzednim Czechem, który wygrał zawody tej rangi, był zdaje się Twój dobry znajomy Lukáš Dryml.
AB: Znamy się z nim bardzo dobrze. Rok temu nawet ścigaliśmy się, gdy jeden z czeskich fotografów miał urodziny i w ramach prezentu otrzymał miniturniej w Pardubicach. Lukáš nie siedział na motocyklu prawie 10 lat i mnie zlał. Obaj się dobrze bawiliśmy, on zresztą mi kibicuje.
Wspomniałeś o złości. Bardziej byłeś wkurzony po finale SGP2 w Vojens, czy taśmie w finale Zlatej Prilby w Pardubicach?
AB: To były dwa osobne przypadki, ale łączy je jeden mianownik – mój błąd. W Danii upadłem na ostatnim łuku, przez co straciłem punkty, których potem zabrakło mi do medalu. Z kolei w Złotym Kasku jechałem od samego początku, musiałem przedzierać się przez eliminacje, przez co jechałem ponad 10 razy. Nie wytrzymałem w decydującym biegu i wjechałem w taśmę. Na osłodę mogę powiedzieć, że byłem najwyżej sklasyfikowanym Czechem.
W PGE Ekstralidze również dostałeś kilka szans. Niemniej bywało różnie, ale chyba zgodzimy się, że końcówka była pozytywna?
AB: To prawda. W meczu z Lublinem straciłem punkty, bo upadłem, a do tego w meczu z Betard Spartą Wrocław zacząłem dobrze, po czym w kolejnych startach miałem rywali rodem ze Speedway Grand Prix i było trudno o walkę. Pod koniec sezonu wypadł Oskar Fajfer, za którego stosowano zastępstwo zawodnika. Zacząłem dostawać szansę, trener Piotr Świst we mnie wierzył i w meczu fazy play-down z Rybnikiem wygrałem swój drugi bieg w karierze. Do tego „zamknąłem” sezon, bo to ja wystąpiłem w ostatnim biegu tegorocznych rozgrywek PGE Ekstraligi.
Jesteś jednym z ulubieńców kibiców. Spodziewałeś się tego, gdy przychodziłeś do Gorzowa?
AB: I tak i nie. Z jednej strony byłem świadomy, że dołączam do jednego z największych i najlepszych klubów żużlowych na świecie. Z drugiej z kolei nie wiedziałem, że tak to wszystko się ułoży już teraz. Sporo kibiców dopinguje mnie na U24 Ekstralidze, daje prezenty i mógłbym tak dalej to wymieniać. Naprawdę cieszę się z tego.
W tym, ale i poprzednim roku, byłeś kolejnym Czechem, którego w swojej unikatowej formie przepytywał Tomasz Lorek. Jak na to reagujecie?
AB: Tomek w Czechach to legenda żużlowego dziennikarstwa. Co roku jest u nas na Markecie, gdy rozgrywa się runda Speedway Grand Prix. Jako jedna z nielicznych osób płynnie mówi po czesku i to wykorzystuje. On mówi do nas po czesku, a my mu odpowiadamy po polsku. Dla nas, a także i dla niego to ciekawe doświadczenie. Myślę, że tylko on, byłby w stanie coś takiego wymyślić i wdrożyć to w życie.
Co planujesz w przyszłym sezonie?
AB: Przede wszystkim moim celem będzie powalczenie o medal w SGP2. Zabrakło mi punktu do tego w tym, więc wiem, że mogę go wywalczyć. Konkurencja na papierze będzie silna, ale i tak o wszystkim zadecydują eliminacje i dzikie karty. Trudno zatem to wszystko przewidzieć, co się wydarzy. Chciałbym być również ważnym ogniwem Stali Gorzów.
Czytaj też: https://flesz.amu.edu.pl/aktualnosci/10-filmow-ktore-otuli-cie-w-chlodne-jesienne-wieczory/
Obserwuj nas na YT! https://www.youtube.com/@makingofFlesz



